Dobrze WYŁOWIONE

Oboje wychodzimy z założenia, że aby móc wydać względnie miarodajną opinię na temat gastronomii, należy testowane miejsce odwiedzić przynajmniej dwa razy. Tak też się stało w przypadku “Wyłowione” naszą wrocławską “nadmorską kantynę” odwiedziliśmy w lutym i w kwietniu. Podsumowując obie wizyty, w tym miejscu jeść dają wyjątkowo dobrze i z pewnością warto tu wrócić nie raz.

MADZIALENA

Wnętrze lokalu urządzone minimalistycznie, ale z ciekawymi elementami nawiązującymi do portowych inspiracji, bardzo swobodne i z luźną atmosferą. Jednak zaskakujące jest to, że nie czuć w nim – typowego dla miejsc serwujących smażone ryby – zapachu tłuszczu, tak częstego w miejscach, gdzie smaży się w tzw. byleczym.

Zaczęliśmy od ZUPY CHOWDER (16 zł) – to najlepsza i najbardziej zaskakująca zupa rybna, jaką jadłam w życiu. Zaznaczam, iż będąc regularnym uczestnikiem DNI KARPIA w Dolinie Baryczy, niejedną zupę rybną w życiu jadłam :). Tego naprawdę warto spróbować, polecam zwłaszcza tym, którzy nigdy nie jedli żadnej zupy z ryb, bo mają jakiś wewnętrzny opór przed takim daniem. Jest pyszna i do tego te fantastyczne grzanki, pasują wyśmienicie. Według nas to jest absolutny HIT tego miejsca.

Po tym obiecującym wstępie zabraliśmy się do dalszej degustacji. Wybrałam MAKARON SEAFOOD (28 zł) – okazał się sycący i aromatyczny, obfitujący w dodatki, takie jak mule, krewetki, a nawet szczypce kraba, wszystko to razem z makaronem zatopione w pomidorowym sosie, sądząc po konsystencji i smaku ugotowanym ze świeżych pomidorów, za co ode mnie duży plus dla kuchni. Parmezanu, czosnku kucharz również nie żałował, wszystko to razem komponuje się w udany bukiet smaków i zapachów. Według mnie danie to jest raczej dedykowane na większy głód, porcją można naprawdę solidnie się najeść.

Tymczasem TFURCA zamówił dla siebie KREWETY ARGENTYŃSKIE Z GRILLA (32 zł) – jak się okazało palce lizać! Świeżutkie, pachnące i chrupiące, zrobiły wrażenie już po samym podaniu, swoją imponującą wielkością. Danie proste, jednak kluczowym dla niego jest jakość wykorzystanych krewetek, tylko te najwyższej jakości i tylko świeże, potrafią smakować tak wybornie. Te w WYŁOWIONE to absolutna ekstraklasa!

Na koniec naszej pierwszej wizyty postanowiliśmy spróbować jeszcze BOX SEAFOOD (28 zł), czyli smażonych muli, sardeli i kalmarów. To jest świetna przekąska, np. na spotkanie w kilka osób do chrupania i gadania jednocześnie. Dodatki w postaci sosów, podkreślają smak tego przeglądu smażonych owoców morza. Nie daliśmy jednak temu wszystkiemu rady i zabraliśmy resztę na wynos do domu. Było warto na drugi dzień powrócić do tych smaków.

Za drugim razem zamówiłam dla siebie MAKRELĘ W CHLEBOWEJ PANIERCE (wersja mała – 22 zł, duża – 25 zł) i tu muszę podkreślić, że to danie dedykowane jest dla tych, którzy poza dobrą, świeżą rybą lubią również panierkę. W tym daniu stanowi ona główny atut, a dla tych którzy panierowania nie lubią, pewnie będzie jej po prostu za dużo itp. itd.  Ryba ukryta pod chlebowym panierowym kożuchem, po prostu rozpływa się w ustach, smakuje wybornie. Jest do tego, co mnie zaskoczyło, mimo podania w całości razem z głową, wyfiletowana, czyli pozbawiona ości. To jak dla mnie spore udogodnienie dla tych, którzy nie posiedli umiejętności posługiwania się w jedzeniu ryb dwoma widelcami.  Surówka z kapusty kiszonej dobrze doprawiona i świetnie pasująca do ryby i frytek, stanowi świetne, typowe danie dla tych, którzy tęsknią za nadmorskimi przysmakami w stylu “fish and chips”. Dla siebie zamówiłam tym razem małą porcję, która okazała się jak widać na zdjęciu wcale niemała :).

Z drugim podejściem TFURCA wybrał dla siebie KREWETKI W CHLEBOWEJ PANIERCE (28 zł) z dodatkiem sosu z brzoskwini i salsy ze świeżych pomidorów. Krewetki okazały się chrupiące, aromatyczne i sycące, podane z frytkami zaspokoiły wieczorny głód.

Wszystko to co powyżej pozwala w moim podsumowaniu napisać, że mamy we Wrocławiu bardzo dobrze “Wyłowione” owoce morza, które warto poznać i odwiedzać. Jedzenie jest wyjątkowo świeże, co dało się potwierdzić za każdym razem. Były momenty, że przygotowane tam potrawy wzbudziły we mnie skojarzenia z wspomnieniami z Francji, a dokładniej z Lazurowego Wybrzeża, gdzie owoce morza miałam okazję nie raz, nie dwa smakować. Do “Wyłowione” niebawem wybieram się na raki – zobaczymy jak wypadną w porównaniu do tego, co mi już znane.

TFURCA

Byliśmy tam dwa razy, za każdym razem smakowało lepiej. Przypomniała mi się oldskulowa smażalnia “Pstrąg” na deptaku w Świnoujściu i pan Henryk, co świeże i smaczne ryby podawał w swej tajemnej panierce (podobno sam Modest Amaro zwrócił na nią uwagę i jako jedyny odgadł jej skład). Wszystko świeże, jakby przed chwilą faktycznie wyłowione.

P.S. 😉 Znacznie poprawiły się frytki od ostatniego razu – to był najsłabszy punkt naszej pierwszej wizyty.

Z perspektywy osoby niepełnosprawnej poruszającej się na wózku inwalidzkim: wejście próg dość niefortunny, ale dobrze oznaczony, można z pomocą się dostać do środka. Cztery stoliki dostępne dla osoby poruszającej się na wózku. Mikro próg w połowie lokalu kryjący kable. Toaleta dostosowana dla osób niepełnosprawnych, jednak brak wieszaczków na ubrania. Uchwyty przy toalecie troszkę się chwieją, mogły być mocniej przytwierdzone. Korzystanie ze zlewu w łazience, z powodu szafki i efektownego designu, niestety niedostępne dla osoby siedzącej na wózku – nie ma możliwości podjechać pod zlew i dosięgnąć do kranu. Niestety to bardzo duża niedogodność.  Potrawy podawane slowfoodowo w pudełkach i na tackach. Zamawia się przy barze. Menu strasznie wysoko i osoba siedząca na wózku ma kłopot z odczytaniem – może kilka menu takich do ręki wydrukowanych, ułatwiłoby sytuacje. Smacznie.